1.1 Przebudzenie (Point of No Return)

Pamiętam kiedy kończyłem studia, mój tata jeszcze wtedy prowadził firmę, ja jak to lubiłem mówić -„bezwarunkowo” przechodziłem semestr po semestrze moje pięcioletnie studia na Akademii Górniczo Hutniczej na kierunku Mechanika i Budowa Maszyn. Wtedy jeszcze (niestety) beztrosko nie przejmowałem się przyszłością, myślałem, że jak całe moje dotychczasowe życie będzie jakby kontynuacją według normalnej ścieżki życia… Jednak tak jak i zakończenie w komediach romantycznych „I Wszyscy Żyli Długo i Szczęśliwie”… Tak zakończenie moich studiów z takim podejściem było ciekawym, jak uderzenie w ścianę… doświadczeniem…

Czemu nie poszedłem do pracy kiedy mogłem?

Było to na 5. roku studiów, koleżanka z grupy powiedziała mi, że pracuje w Firmie projektującej formy odlewnicze i pomimo zajęć, że jest ciekawie i ma elastyczny grafik dostosowany do planu na studiach… No i że szukają jeszcze innych studentów! Oj jaki głupi ruch z mojej strony! Zamiast powiedzieć – „Chętnie popracuję podczas studiów, zdobędę doświadczenie i się usamodzielnię…” – Powiedziałem o tym innym znajomym, czym rozzłościłem koleżankę, ponieważ miała wynegocjowane dni pracujące i też mam wrażenie, że po prostu wiedziała, że bym robił dobrą robotę… Czego może nie o każdym koledze w grupie można było powiedzieć.

Każda sytuacja może się zmienić

Czemu tak postąpiłem? Ponieważ w tamtym momencie mentalnie nie chciałem wiązać się z Krakowem (przez to jak nie wyglądała relacja inną koleżanką, do której robiłem maślane oczy) jak i firma ojca zabierała mi wolny czas w weekendy. Chociaż nie, wtedy firma ojca bardziej mi planowała czas w weekendy przez co ja sam nie musiałem tego robić. To była stabilna sytuacja, której w tamtym momencie mojego rozwoju nie miałem siły wewnętrznej ani motywacji, aby zmieniać. Pech chciał, że przez kryzys w 2008 roku spowodował bardzo duże zmiany kursu Euro/PLN co przy rozliczeniach za usługi w walucie Euro skutkowało coraz bardziej topniejącymi przychodami, później przekształcającymi się w straty… Niestety jak to zwykle bywa, nie byłem przygotowany do dostosowania się do tak drastycznej zmiany w krótkim czasie. W moim przypadku było to przedłużenie postawy pasywnej w kontekście poszukiwania pracy.

Próby szukania pracy

Byłem przyzwyczajony, że mój ojciec planuje to co się dziej w naszym domu. Ja tak jak i moi bracia (mniej lub bardziej) byliśmy zaganiani do jakichkolwiek zajęć (często z mojego punktu widzenia bezsensownych, a przynajmniej bezsensownie fałszywie „sprzedawanych”) tylko po to, abyśmy nie przesiadywali cały czas, grając na komputerze. Jako że skończyłem studia, tak kolejnym krokiem było znalezienie pracy i w tym przyznaję, tata pomagał… woził mnie po zakładach pracy z moim CV, abym mógł przedstawić swoją kandydaturę na różne stanowiska… Niestety bezskutecznie. Nie przekonałem nikogo, że młody absolwent bez doświadczenia (miałem tylko doświadczenie w firmie ojca więc nie było się czym pochwalić w oficjalnym CV), i to zapewne bez przekonania twierdzi, iż on to się szybciusieńko nauczy wszystkiego, co potrzeba, będzie robić robotę, byle tylko mu dać szansę, żeby mógł udowodnić Swoją wartość dla firmy.

Szukałem pracy i nie mogłem żadnej znaleźć, dlatego mój ojciec zdecydował, że wie, co powinienem zrobić. Nie wiem skąd, ale wytrzasnął jakąś ofertę pracy w mieście nieopodal… W związku z czym, szybko zadzwoniłem dopytać się, jak ma wyglądać praca! Także jasne okazało się, że jest to praca typu — obwoźny domokrążca, sprzedawca garnków marki Zepter… Wiecie wizytacje u znajomych i rodziny, pokazywanie jak się pięknie gotuje i czyści takie garnki, a zarabianie „od efektu”… Miałem się stawić w firmie bodajże następnego dnia na pierwszy trening w prawdziwych warunkach… W związku z czym… Nie pojechałem! Teraz wiem, że sprzedaż to bardzo pożyteczna umiejętność, ale zarazem wiem, że nie jest to umiejętność, która naturalnie mi przychodziła w tamtych czasach i nadal nie jest to moja silna strona.

Kiedy dojdziesz na dno pozostaje tylko jeden kierunek

W związku, z czym konsekwencją mojego wyboru było „niezadowolenie” mojego ojca. Wie ten, kto zna, ten typ tak ma, ciężko jest to opisać słowami, ale powiem wam jedno. To był ten moment, w ciągu jednej „wymiany zdań” z beztrosko stąpającego bezrobotnego absolwenta jednej z lepszych uczelni wyższych w Polsce stałem się nikim! Ba! Zostałem przeżuty, rzucony na ziemię i wgnieciony poniżej poziomu gleby. Może byłbym w stanie przywołać formę, w jakiej się to stało, ale ani by to nie służyło mi osobiście obecnie, ani nie byłoby pozytywne dla odbioru. To był punkt osiągnięcia dna mojego poczucia własnej wartości, dna ochoty do czegokolwiek, dna beztroskich planów niespełnionej kariery po studiach…

Wtedy podjąłem się decyzji – „Pójdę do jakiejkolwiek pracy za jakiekolwiek pieniądze… aby tylko uciec z domu!” – Miałem szczęście, że był wtedy program stażowy z urzędu pracy i byłem w stanie sprzedać Siebie jako „pracownika za darmo”, aby umotywować wartość dla firmy. W związku, z czym znalazłem firmę w okolicy zgodną z profilem studiów — Zakład Produkcyjny Konstrukcji Stalowych! Pamiętam, jak pojechałem na rozmowę o pracę. W biurze Kierownika do spraw Technologicznych próbowałem przekonać, że będę wartościowym pracownikiem… i wyszło mi to bardzo dobrze, ponieważ trafiłem na osobę, której bardzo się spodobał koncept darmowego pracownika i na pytanie – „Jak długo mogę być na stażu?” odparł – „Jak długo może trwać staż?”… W związku, z czym firma podpisała umowę z urzędem pracy na rok stażu w moim wykonaniu! Rok zarabiania około 700 PLN miesięcznie netto…

Podobne wpisy