1.3 Awans w Hierarchii
Moja pierwsza praca dała mi bardzo dużo. Trafiłem do firmy z postkomunistycznym stylem zarządzania… Nieefektywny, bez perspektywy długoterminowego myślenia i przerośnięty niekompetencją! Ciekawe było to, iż załoga na produkcji to były osoby zbliżające się do emerytury. Byli to weterani poprzedniego systemu, w dużej części pracowici i kompetentni… Jednak jak w każdej organizacji były i jednostki „wybitne od końca”. Zawsze zastanawiałem się nad tym, po co firma trzyma takie osoby… Myślę, że częściową odpowiedź na to znalazłem oczywiście… W Przyszłości! 😉 Na tym etapie skupiony byłem na rzetelnej pracy, sprawdzeniu tego co robię i koordynowaniu tego co było do skoordynowania! Rzekłbym — zajmowałem się dobrą robotą, tak jakbym pracował we własnej firmie! Co ciekawe mój tata, kiedy wcześniej poganiał mnie z braćmi do roboty — to nigdy mu nie przeszkadzało. Zawsze zostawiał nam ciężką pracę. Jednak od kiedy prawie zacząłem pracę na wolnym rynku — to miałem wrażenie, że przy każdej okazji mi przypominał – „wołaj o podwyżkę albo zmieniaj pracę na lepszą”!
Odzyskałem wiarę w Siebie
Pracując codziennie z dość mocnym zapierdzielu, często nie mając czasu i zapominając o kanapkach, które brałem do pracy. Tak powoli, acz konsekwentnie odzyskiwałem poczucie własnej wartości, poczucie sensu, siłę wewnętrzną. Stało się tak, ponieważ widziałem efekty mojej pracy, widziałem również efekty pracy innych. Nieuchronnie porównanie podejścia do pracy oraz efektów może skłonić do tego, aby uzmysłowić sobie, że jednak coś jestem wart. Szczęśliwie dodało się do tego praca w dobrej załodze. Faceci przed emeryturą mają już trochę doświadczenia za sobą, a i też lubią dzielić się dobrymi radami. A i informacja na mój temat z ich punktu widzenia także jest nie do pogardzenia. Typowo męskie towarzystwo także sprzyjało współpracy.
Przestań pracować za darmo!
Był to etap kiedy firma została już oficjalnie przejęta przez większą spółkę. Ja byłem nadal pracownikiem darmowym, jednak już miałem dobrą opinię wśród osób, z którymi współpracowałem. Co ciekawe, jako że były prezes do spraw technicznych został zwolniony i już znalazł sobie inną pracę — To odezwał się do mnie z propozycją pracy w tej innej firmie — ot klasyczne przejmowanie pracownika przez konkurencję… Jako że już wtedy robiłem dużo i nie płacili mi. Za to stwierdziłem, że taka okazja może być dobrym kierunkiem do przyszłych zmian. Początek aby coś zmienić, czy to nauczyć się czegoś, czy to może zarobić trochę pieniędzy wreszcie.
Nikt Ci nie da więcej niż minimum!
I tak właśnie było, zakładam, że były prezes, jako że sam mnie zatrudniał w pierwszej firmie, tak i w drugiej wiedział, że pracuję na stażu więc po wizycie w firmie, rozmowach co ta firma robi i gdzie się znajduje oraz co ja bym tam mógł robić… Zaproponowali mi płacę około 40-50% wyższą niż stażowe, na którym byłem… Czyli płacę minimalną! Z jednej strony byłoby to już na prawdziwej umowie o pracę, z drugiej strony po przeliczeniu sobie kosztu dojazdu autem (ponieważ nie było dobrego połączenia komunikacją miejską) oraz dodaniu czasu dojazdu (ponieważ było dalej niż do mojego obecnego pracodawcy) stwierdziłem, iż wyjdę na podobne pieniądze i mało mi się to opłaca… Jednak ze względu na to, iż u obecnego pracodawcy nikt z kierownictwa wyższego nie traktował mnie poważnie — stwierdziłem – „A co mi tam, trzeba zmienić i zacząć coś innego, nowe możliwości itp. itd.”.
Każda zmiana jest dobra, każdy wybór ma cenę…
Mówią – „do odważnych świat należy” i coś może w tym jest. Ja pomimo niezbyt dobrej oferty konkurencji zdecydowałem się na zmianę. Zmianę, która finalnie kosztowałaby mnie więcej czasu dojazdu, niewiadomą perspektywą na przyszłość (ale pewnie niezbyt korzystną), ponieważ w pewnym sensie firma była mniejsza i potrzebą zbudowania ponownie dobrej opinii o mojej pracy. Jednak miała jedną korzyść — była umową o pracę, czyli dawała mi bardziej „poważne” doświadczenie na rynku pracy jak i przerywała moją pańszczyznę u obecnego pracodawcy.
Ostatni dzień pańszczyzny…
Był to ciekawy dzień, jeszcze miałem do wykorzystania parę dni urlopu stażowego. Od rana chodziłem po biurze oraz hali produkcyjnej rozmawiając z innymi uśmiechnięty, że zmieniam pracę. Jest to ciekawy czas, ponieważ w tym momencie wszyscy są bardzo ciekawi tego co się zmienia. Na ogół bardziej otwarci na rozmowę — nawet jeżeli wcześniej nie specjalnie rozmawiałeś z kimś. Teraz jeżeli jesteś u kresu swojej kariery u obecnego pracodawcy, to bez problemu porozmawiasz na ten temat z prawie każdym. Już na spokojnie w połowie dnia, siedziałem wtedy w moim pokoju wraz z kolegą. Wrócił on niedawno z długiego L4 po wypadku. Było to jakoś przed wakacjami, kolega opowiadał mi o planach wyjazdu z rodziną w najbliższy weekend, a w zasadzie w dniu jutrzejszym, sobotę rano. Wtedy wpadł nasz nowy kierownik z nadania z nowym projektem, dokumentacją, na podstawie której trzeba na wczoraj przygotować zamówienia materiałów i dyspozycje produkcji. Mówi, że ktoś z nas ma przyjść w sobotę i przygotować listy materiałów do produkcji. Ja na to spokojnie odparłem – „Ja tutaj już nie pracuję, dzisiaj jestem ostatni dzień w pracy”. W takim razie Kierownik stwierdził, że odda temat do kolegi, z którym siedziałem, ale spotkał się z ciekawą, aczkolwiek spodziewaną przeze mnie reakcją. Jako że kolega totalnie nie ogarniał tego, co ja robię i co powinno się zrobić z nowym projektem — to zaraz zaczął słowotok, że on teraz na urlop jedzie z rodziną z samiusieńkiego rana, także nie ma czasu przychodzić na nadgodziny itp. itd.
Negocjuj lepsze warunki
Niezadowolony kierownik wrócił do biura, najwyraźniej w celu omówienia sytuacji z wyższym kierownictwem. Nie przejmowałem się tym zbytnio. Jednak po jakimś czasie zostaliśmy zaproszeni do biura kierownika razem z kolegą w celu omówienia sytuacji. Tutaj jedna przytomna osoba z wyższego kierownictwa spytała się — czego ja chcę. No to mówię, że pracuję za darmo i jak mam okazję pracować za normalne pieniądze to nic tu po mnie. Negocjacje przebiegły szybko — jednak żałuję, iż nie byłem na nie odpowiednio przygotowany. Niestety rzucona przeze mnie kwota — mimo że wyższa o około 100% od kwoty zasiłku stażowego nadal nie była wysokim wynagrodzeniem. Była to jednak mała wygrana, a zarazem lekcja. Lekcja, aby lepiej sprawdzać rynkowe warunki pracy. Tym bardziej, iż okazało się, że umowa była sformułowana tak, że moje wynagrodzenie, o którym wspomniałem — to była podstawa plus premia.

